Lekcja samodzielności list do Niemiec
Od jesieni 2013 r. Marlene Stark z Darmstadt (Hesja) przebywa na wolontariacie długoterminowym w stowarzyszeniu TRATWA w ramach projektu  „PARTNER – międzynarodowy wolontariat tandemowy” (www.
partner.tratwa.org). O swoich pierwszych wrażeniach napisała do niemieckiej prasy internetowej. W oryginale i w całości  artykuł można przeczytać na stronie das Polen Magazin  (http://www.das-polen-magazin.de/als-freiwillige-polen/)

 

Nazywam się Marlene Stark, mam 19 lat i wiosną  2013 r. zdałam maturę.  Wtedy pojawiło się pytanie co dalej? Nie należę niestety do tych nielicznych szczęśliwców, którzy wiedzą co chcą studiować czy jaką zawodową drogę obrać. Potrzebowałam więcej czasu – i to najlepiej z dala od domu.  Długo się wahałam. Na stronie  https://www.rausvonzuhaus.de/  w zakładce „Last Minute”, znalazłam Projekt w Polsce. Organizacją wysyłającą była „Paritaetische Freiwilligendienste Sachsen gGmbH” z Drezna, zajmująca się różnymi  rodzajami długoterminowego wolontariatu krajowego i zagranicznego (http://www.parisax-freiwilligendienste.de/index.php).

Obecnie, od listopada 2013 r., mieszkam we Wrocławiu, w przepięknym starym budownictwie z dwiema polskimi współlokatorkami . Miasto było w czasie wojny bardzo zniszczone  i teraz w wielu miejscach ma nowy koloryt. Na każdym rogu knajpki i puby, młodzi ludzie, nowoczesne, nietypowe rozwiązania. Wdzięczna jestem moim współlokatorkom, że pokazują mi  ten kosmos.  Wszyscy są tu bardzo serdeczni. Walczyć muszę jedynie ze stereotypem, że niemieckie dziewczyny są brzydkie.

Na co dzień pracuję przede wszystkim w „Domu Spotkań”, budynku o powierzchni 1000 m2 z dwoma studiami nagrań, dwiema salami koncertowymi, pięcioma pokojami  hostelowymi i biurami TRATWY. Tutaj dwa razy w tygodniu spotyka się grupa młodzieży w wieku od 15 do 21 lat, współpracująca ze sobą w ramach projektu „Moje Miejsce NGO”. Większość tych młodych ludzi przeżyło już ciężkie chwile w życiu. Każdy to osobna historia, ale większości tych historii nie znam, ponieważ u nas nie chodzi o przeszłość. Chodzi o przyszłość.  Razem pracujemy więc  nad różnymi projektami jak np.  turniej piłki nożnej przeciw rasizmowi, czy Mikołajki dla dzieci z domu dziecka. Takie akcje są dla młodzieży ważne, ponieważ to oni przejmują odpowiedzialność.  Trzeba skalkulować budżet, kupić produkty - trzeba wszystko przygotować  a po wszystkim posprzątać. Potem, na spotkaniach, rozmawiamy o tym, co mogło być inaczej zorganizowane, rozważamy propozycje na przyszłość.

 

Poza projektem  pomagam w biurze stowarzyszenia (prowadzę korespondencję z niemieckimi partnerami TRATWY,  przygotowuję materiały do animacji językowej), pomagam też animatorom  przy organizacji różnych warsztatów.  Na początku miałam bardzo dużo pracy, byłam ciągle w rozjazdach  i czasami miałam wrażenie, że  informacje i zadania  przygniotą mnie. Teraz praca sprawia mi przyjemność , znalazłam  już swoje miejsce i  mam bardzo życzliwych ludzi wokół siebie. 

 

W tym momencie dochodzę do tematu mentalności Polaków.  Jeszcze nie potrafię co prawda wszystkiego ocenić, mimo to mogę już powiedzieć, że życie tu jest dużo swobodniejsze, a Polacy wydają się dużo bardziej przyjaźni i spontaniczni od Niemców  (chociaż to  chyba nic trudnego być bardziej spontanicznym od Niemców). Improwizują. A jak coś nie pasuje, to się dopasuje. Piszę to wyłącznie w pozytywnym znaczeniu. W mojej pracy panuje bardzo swobodna atmosfera, po zajęciach często razem wychodzimy na miasto, co na początku trochę mnie krępowało. W Niemczech takie rodzinne stosunki z osobami z pracy nie są w zwyczaju. Teraz jestem szczęśliwa i czuję się z tą otwartością bardzo dobrze.

A jednak jest coś, czego mi tutaj brakuje. Jest to umiejętność wyrażania swojego zdania. Polacy są bardzo uprzejmymi ludźmi, w większości przypadków nie odważyliby się na otwartą krytykę. Ja osobiście życzyłabym sobie, żeby mówiono mi wprost, jeżeli coś robię nie tak, żebym mogła to poprawić. Tutaj jednak człowiek otrzymuje tylko pozytywną informację, której niestety za bardzo nie dowierzam.

To co opisuję nazywane jest zwykle „różnicami kulturowymi”. W zasadzie dlatego jestem tutaj. Chcę dowiedzieć  się o tym kraju i jego mieszkańcach jak najwięcej. Najważniejsze są osobiste doświadczenia. Taką edukację nieformalną uważam za bezcenną, nic jej nie zastąpi. Potrzebuję tego czasu dla siebie i mojego osobistego rozwoju, zanim wybiorę konkretny kierunek studiów. Na zakończenie mogę tylko zachęcić każdego, aby  odważył się i zafundował sobie taki rok dla siebie, kiedy trzeba być samodzielnym i dawać sobie radę. Kto nie wykorzysta takiej szansy, może tego żałować.

 

 

Serdeczne pozdrowienia z Wrocławia - Marlene Stark

Guten Morgen,
czyli asystent językowy w przedszkolu

cały artykół w linku zapraszam 

http://partner.tratwa.org/data/uploads/guten-morgen-czyli-asystent-jezykowy-w-przedszkolu-129-799f.pdf

DIE DEUTSCHE BAHN „DB“

Wiele osób pyta nas, czy można w ramach rocznego wolontariatu nauczyć się języka. Oto próbka. Noemi przyszła do projektu z zerową znajomością języka polskiego. Po wolontariacie mogła samodzielnie opracować dla polskich wolontariuszy instrukcję korzystania z Deutsche Bahn czyli Kolei Niemieckich.

„DB“ ma monopol w Niemczech. Na stronie www.bahn.de można prawdzić połączenie. Strony też jest po polsku:

www.bahn.de

Są pociągi regionalny, który są nie tak szybko, ale też nie tak drogo: RE, RB, IRE, S-Bahn
Są pociągi międzymiastowy, który są bardzo szybko i bardzo drogo: IC, ICE

!Zawsze trzeba kupić bilet przed podróże! Wyjątki: ODE, inny malutkie regionalne pociągi.
Wszystkie bilety można albo kupić w internecie albo na dworcu w „Reisezentrum”. Albo w automacie DB na dworcu. Na automacie najczęściej jest najtaniej.

Niestety dużo kosztuje jeździć pociągiem w Niemczech. Z tego powodu są takie oferty:

a) Sparpreis: Kup bilet wcześniej (ok miesiąc albo więcej) i sprawdź na stronie ile to będzie wtedy kosztował! → www.bahn.de

b) BahnCard: można otrzymać 25%  albo 50 % rabatu jak kupisz BahnCard, który licze cały rok. Jak masz mniej nisz 19 lat, to możesz kupić „Jugend Bahncard”, który tylko kosztuje 10€.
Z „Freiwilligenausweis” otrzymujesz rabat studencki. Koszty wtedy są:
BahnCard 25 kosztuje 39€ → warto jak jeździsz za więcej niż 156 € w całym rok
BahnCard 50 kosztuje 122€ → warto jak jeździsz za więcej niż 244€ w całym rok

N.P. Munchen - Dresden normalnie kosztuje 104€
Czyli: 
Jak masz BahnCard 25 to tylko kosztuje 78€
Jak masz BahnCard 50 to tylko kosztuje 52€
Sparpreis:  już ok miesiąc wcześniej kupić i tylko kosztuje 29€, ALE muszisz jeździć  z  tym pewniem pociągiem który jest zareserowany
  Na „Sparpreis” jeszcze dostajeś rabat jak masz BahnCard
  25 % → 21,75€ / 50% → 14,50€

c) Oferty dla grup
Można razem planować jakiś podróże, żeby poznać Niemcy. Ponieważ jako grupa to często są takie rabaty.
A) Grupa&Oszczędzaj (Gruppe&Spar)
Z Grupa&Oszczędzaj (Gruppe&Spar) są podróże grupowe od 6 osób wyjątkowo opłacalne Proszę się informować na strony internetowej

B) Następne oferty tylko można używać w pociągach regionalnych.
Laenderticket → warto jak jest podróże w jednym landzie. N.P. „Sachsen-Ticket”
koszty: pierwsza osoba: 21€; 2,3,4,5 osoba = +4€
Bilet  Saksonia (Sachsen-Ticket) obowiązuje przez jeden dzień w Saksonii, Saksonii-Anhalt i Turyngii we wszystkich pociągach miejskich DB, we wszystkich biorących udział kolejach, jak i w wielu związkach przedsiębiorstw komunikacyjnych. Może być też wykorzystany w ruchu transgranicznym do Polski na odcinku Görlitz- Zgorzelec.
Schoenes Wochenend Ticket
koszty: 40€
liczba osoby: 5
1 dzień podróże przez cały Niemcy w Sobota albo Niedziela
Bilet Słoneczny Weekend (Schönes-Wochenende-Ticket) obowiązuje w następujących odcinkach liniowych do Polski: n.p.
-Frankfurt (lub) granica - Słubice i
-Görlitz – (Zgorzelec granica) – Zgorzelec
-W Szczecinie (Stettin) Bilet Słoneczny Weekend (Schönes-Wochenende-Ticket) obowiązuje tez w autobusach i tramwajach.

Quer durchs Land Ticket
koszty: pierwsza osoba = 42€; 2,3,4,5 osoba = + 6€
1 dzień podróży przez cały Niemcy w Poniedziałki do Piątki

Jeszcze więcej są oferty. Proszę prawdzić na stonie → oferty

MITFAHRGELEGENHEITEN

Inny sposób, niż jechać pociągiem jest oczywiście jechać samochodem, ale nie musi być swoje. Jest możliwość, aby używać strony „www.mitfahrgelegenheiten.de”. Tam trzeba wybierać start i cel. Potem możesz znaleźć ktoś, kto będzie tędy jechać. Jest numer telefon, to znaczy, że możesz dzwonić, powiedzieć, że chcesz jechać tą drogę, ktorę jest tam opisany. Zamówicie się kiedy i gdzie i już masz planowany podróże. To kosztuje ok 5€ za 100 km. Także jest taniej niż jechać pociągiem.


Miłego podróże!!
 

 

Moje doświadczenia z wolontariatu w Niemczech. 
 

Przedszkole świętego Bernarda, gdzie odbywam swój rok wolontariacki mieści się w niewielkiej miejscowości – Kamenz. Leży ona między Bautzen a Dreznem, w kierunku północnym.

Praca w tym przedszkolu to możliwość obserwacji zupełnie innej pedagogiki., niż ta, która zazwyczaj dominuje w polskim szkolnictwie. Palcówka od prawie roku pracuje zgodnie z pedagogiką Marii Montressori. Dzieci są podzielone na cztery grupy, każda liczy ok.18 dzieci w przedziale wiekowym od 2 do 6 lat. Mimo tego formalnego podziału, dzieci realizują zazwyczaj własne pomysły i można je spotkać zarówno w salach jak i na korytarzu czy w łazience. Mają dużo swobody.

Każdy dzień ma stałe elementy jak: poranny krąg – obiad czy leżakowanie, natomiast pozostały czas upływa na realizowaniu projektów wymyślonych przez dzieci. Ulubionymi aktywnościami jest: budowanie z klocków, zabawa w kuchni, przebieranie się, oglądanie książek czy układanie puzzli. W każdej sali znajdują się także pomoce dydaktyczne proponowane przez Marię Montressorii.

Dużą część czasu wolnego dzieci spędzają na placu zabaw, który stanowi integralną, ogrodzoną część placówki. Na placu zabaw każdy znajdzie coś dla siebie: jest miejsce do gry w piłkę, kompleks z drabinkami – zjeżdżalnia i piaskownica, a także szopa z zabawkami.

Przedszkole w Kamenz to interesująca instytucja pod względem pedagogicznym, daje wiele możliwości zdobywania doświadczeń i umiejętności pracy z dziećmi.

Moje doświadczenia.

Mój FSJ rozpoczęłam, z początkiem roku – równo 3 stycznia. Pierwsze tygodnie mojej pracy stanowiło obserwowanie funkcjonowania placówki i pomoc w codziennych aktywnościach w przedszkolu. Dodatkowo moim zadaniem było uświadomienie ‘co to Polska’ – czyli o tym że są też dzieci, które nie mówią po niemiecku.

Po upływie pewnego czasu zaczęłam indywidualną pracę z dziećmi. Zgodnie z nurtem wychowawczym przedszkola, pomagam w realizacji indywidualnych pomysłów dzieci, dodatkowo wzbogacając je o polskie zwroty. Niestety ze względu na prowadzony styl pracy animacje językowe organizowane dla całej grupy stanowią zadanie trudne do zrealizowania.

Praca w przedszkolu zajmuje mi codziennie siedem i pół godzinny (od 8.00 do 15.30). Mając takie godzinny pracy popołudnia mam zawsze na realizację swoich planów. Kamenz jest niedużą miejscowością, ale ma kilka ciekawych instytucji kulturalnych. W tym teatr i Bibliotekę Miejska, wyposażoną w duży zbiór filmów, których oglądanie ułatwia naukę niemieckiego. Dodatkowym plusem lokalizacji Kamenz są przebiegające przez miejscowość trasy rowerowe.

Mieszkanie na terenie Saksonii to także możliwość obserwacji elementów kultury Łużyckiej, która stanowi nieodłączną część tego regionu. Język łużycki funkcjonuje tutaj jako drugi język urzędowy. Nazwy miejscowości i ulic często podane są w dwóch językach. W czasie mojego wolontariatu miałam okazję uczestniczyć po raz pierwszy w takich wydarzeniach jak: Vogelhochzeit Fest, Hexenfeur czy Maibaum-fest – tradycyjnych świętach niemieckich.

Asia - wolontariuszka w przedszkolu św. Bernarda w Kamenz



Mój wolontariat w Niemczech.


Jak to się zaczęło?

O wolontariacie za granicą myślałam już od dłuższego czasu. Miałam za sobą 5 lat studiów, całe życie spędzone w Krakowie. Zawsze też mieszkałam z rodzicami, więc kuszący był pomysł wyjazdu za granicę i równocześnie duże usamodzielnienie się. Po długich poszukiwaniach trafiłam na ogłoszenie na nabór, na który aplikowałam - dostałam bardzo szybko odpowiedź i się skontaktowałam z organizacją. Miałam niesamowite szczęście, bo trafiłam na wolontariat last minute i w taki o to sposób obroniłam się 21 stycznia, a 28 byłam już w Görlitz.

Na czym poległa moja praca – przede wszystkim moim zadaniem było rozmawianie z dziećmi po polsku oraz kontakt z przedszkolem partnerskim w Zgorzelcu. Codziennie przychodziłam do pracy na 9.00 Byłam kilka minut wcześniej ponieważ równo o 9.00 jest poranne koło, na którym zazwyczaj jest modlitwa, piosenki, mini lekcje dla dzieci i rozmowy. Następnie dzieci rozchodzą się do różnych pokoi (jest ich 4). W międzyczasie zazwyczaj jest 'oferta', w ramach której prowadzone są zajęcia z muzyki, sportowe, majsterkowanie oraz lekcje języka polskiego. Często równocześnie w pokojach inne panie prowadzą jeszcze odrębne 'projekty' lub też część dzieci wychodzi na pole. O 10.20 jest wyjście wszystkich dzieci do ogrodu, który znajduje się zaraz przy przedszkolu, tam dzieci bawią się do 11.15. Ok. 11.30 jest obiad, po nim mycie zębów i dzieci kładą się spać. Zazwyczaj nie zostawałam z nimi - ale cała rzecz polega na tym, by siedzieć z dziećmi póki wszystki nie zasną. 12.30-13.00 to godziny przerwy w ramach, której mogłam robić w sumie co tylko chciałam. W późniejszych godzinach zazwyczaj robiłam drobne prace jak np. cięcie papieru, wycinanie toreb na prezenty lub wykonywanie drobnych upominków. Od 14 dzieci wstawały i po toalecie miały podwieczorek (zazwyczaj kończyły go o 15.00) O 16 kończyłam pracę :)

Największymi plusami jeżeli chodzi o położenie miasta jest bliskość Polski. Zgorzelec i Görlitz to idealna połączenie. Wiele wystaw, sklepów, kin. Organizowane tam są polsko-niemieckie: Tandemy , różne warsztaty, zawody i wiele innych. Ludzie są tu bardzo mili i otwarci na obcokrajowców.

Niczego nie żałuję, chociaż czas tak szybko zleciał, iż nie mogę w to uwierzyć. Czuję jakbym wczoraj tutaj przyjechała...

Uważam, że warto przeżyć taką przygodę przynajmniej raz w życiu.

Agnieszka